sobota, 27 lutego 2016

"Pretty Little Liars", czyli coś o Kłamczuchach...

Witajcie misiaczki!
Dzisiaj powracam do was z kolejną recenzją serialu.
W tym poście pod lupę weźmiemy "Pretty Little Liars", w polskim tłumaczeniu "Słodkie Kłamstewka".
Recenzja serialu, którego pokochałam już od połowy pierwszego odcinka.





Dla tych, którzy nigdy nie słyszeli o serialu krótkie streszczenie:
"PLL" jest to amerykański serial dramatyczny powstały na podstawie książek autorstwa Sary Shepard o tym samym tytule. Jest to historia czterech dziewczyn – Arii, Spencer, Hanny oraz Emily – których przyjaźń skończyła się po zaginięciu "królowej" ich paczki – Alison. Po roku poszukiwań zostaje odnalezione ciało Ali. Po pogrzebie cała czwórka zaczyna dostawać esemesy od osoby, która podpisuje się jako "A". Osoba ta grozi, że zdradzi wszystkie ich sekrety, a nawet te, o których wiedzieć mogła tylko Alison. Ponad to dziewczyny są podejrzane o morderstwo przyjaciółki. Rosewood to małe miasteczko – nikt nie podejrzewał, że kryje ono tak wiele tajemnic i to właśnie tu rozgrywa się cała akcja serialu. "A" obserwuje każdy ruch dziewczyn. Czy kiedyś wyda się kim jest owe "A"?





Śledząc losy dziewczyn, już przez sześć sezonów, mogę odpowiedzieć a pytanie: "Co jest takiego fascynującego w tym serialu?". Otóż uważam, że historia ta oprócz głównego wątku z prześladowcą porusza różne inne problemy nastolatków, m.in. cierpienie, strach, niepewność, ale też miłość i przyjaźń. Nie tylko miłości nastolatków chłopak-dziewczyna, ale też miłości lesbijskiej i miłości nauczyciel-uczeń.
Główny wątek historii trzyma w napięciu aż do połowy szóstego sezonu, gdzie nareszcie możemy dowiedzieć się kim jest "A", ale przed tym czeka nas bardzo dużo zadziwiających, czasami przerażających lub wprawiających w płacz scen.
Szczerze powiedziawszy ja sama gdzieś od połowy czwartego sezonu miałam podejrzenia kim jest "A" i nie zawiodłam się, ale wiedziałam to ze spojlerów z książki. Gdybym nie usłyszała o tych spojlerach to pewnie byłabym zaskoczona i skołowana. Uważam, że twórcy specjalnie mącili w serialu, by tak szybko nie okazało się kim jest "A".





W serialu powstało bardzo dużo ship'ów. Jednym z moich ulubionych jest oczywiście Ezria, którą można poznać już w pierwszym odcinku. Nie powiem Lucy i Ian wspaniale odgrywają swoje role i ich sceny chwytają za serce.  (Olcia mrugam do cb, wiesz o co chodzi)






Podsumowując (chociaż recenzja jest bardzo krótka) uważam, że serial trafi do dużej ilości społeczeństwa, niezależnie od płci i wieku.
 MOJA OCENA: 9/10



A wy? Widzieliście "Pretty Little Liars"? A może czytaliście książkę? Czekam na wasze odpowiedzi w komentarzach :)
Tymczasem obczajcie promo pierwszego odcinka!


I pamiętajcie "A" patrzy...


sobota, 20 lutego 2016

Coś dla książkoholika i "aktorem w płot", czyli coś o czymś - wolny temat.

Hej kochani!
Nastała kolejna sobota, co za tym idzie kolejny post! 
Tym razem "coś o czymś"- czyli wolny temat.
Przychodzę do was z dwoma tematami w jednym.
1) Coś dla książkoholika, czyli pudełko subskrypcyjne.
2) 'Aktorem w płot", czyli czas na relaks przed ważnym sprawdzianem.
Tak, więc zaczynamy!

Zapewne wielu z was (najczęściej dziewczyn) spotkało się z kosmetycznymi pudełkami subskrypcyjnymi. Ja także o nich dużo słyszałam, lecz wtedy za bardzo mnie to nie interesowało, ponad to jakoś nie było wielkiego WOW! jak widziałam zawartość, większość z tych rzeczy były jednak dla mnie albo niepotrzebna, albo po prostu mi się nie podobała. Lecz od października obserwuję pudełko subskrypcyjne dla książkoholików. Tak, ja i moje uzależnienie :) 
Minął październik, pudełko gwiazdkowe i stwierdziłam, że nie! Zamawiam następne. 26 grudnia 2015r. poinformowałam rodziców, że kupuje i nie ma nie. Niestety na pudełko trzeba było czekać, aż do... wczoraj.
I tak Oto jest u mnie i czeka na dzisiejszy post.
\\
Co autorki piszą: 
EpikBox powstał z myślą o zjednoczeniu czytelników i stworzeniu społeczności, która w regularnych odstępach czasu łączy się wokół tej samej historii, świata i bohaterów. Chcemy pokazać, że w kraju, w którym mówią, że nikt nie czyta, istnieją ludzie, którzy kochają zanurzyć się w lekturze i nie robią tego w samotności. 
Zaczytujmy się razem!

Może powiem o tym co zawiera pudełko Epikbox... Jedną powieść z nurtu YoungAdult, od 3 do 5 książkowych akcesoriów (torby, plakaty, zakładki, kubki, przypinki itp.), osobistą notatkę od jednego z redaktorów BookGeek.pl (bądź gościa) wyjaśniającą, dlaczego warto jak najszybciej przeczytać powieść, którą znalazłeś w pudełku oraz ekskluzywne materiały i bonusy.

                 

Lutowe pudełko nosiło nazwę "IN THE SKY".
Tak jak każde pudełko subskrypcyjne, nikt z zamawiających nie wiedział, co się w nim znajduje. Oczywiście były próby odgadnięcia jaka książka skrywa się w pudełku.
Ja, chcąc się zaskoczyć nie próbowałam nawet sprawdzać co ludzie proponują.
Ale bez zbędnego biadolenia zobaczcie co dostałam!
Po otworzeniu pudełka zastałam kartkę z informacjami oraz moje dodatkowe zamówienie.
Czyli, "Moje mini recenzje",
Notes z wyrywanymi kartkami, gdzie można zapisać ważne informacje dotyczące książki i włożyć w nią, by wracając do niej wiedzieć co się nam podobało w niej.
Niestety, mój aparat się na mnie obraził dzisiaj, jak chciałam dorobić wam to zdjęcie i nie chciał zrobić wyraźniejszego :(

Obok notesu leżała kartka, a z tyłu znajdują się informacje od autorek.

Po otwarciu pudełka zobaczyłam.
Fragment powieści "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender".
Książka ma premierę 2 marca 2016r.

(Od lewej) Zakładkę inspirowaną "Darami Anioła", informującą o pudełku subskrypcyjnym dla różnych fandomów, zakładki indeksujące, których nigdy nie za wiele (każdy kto mnie zna,że jak pożyczam książkę, to jest ona po chwili kolorowa od takich zakładek, zakładkę sowę, którą pokażę za raz bliżej oraz naszyjnik, któremu możecie się przyjrzeć bliżej....


I oczywiście najważniejsza rzecz w pudełku:
Książka "Magonia" autorstwa Marii Dahvan Headley, oraz torba z logiem okładki!
Oraz taka kartka, która cholipcia nie chciała się obracać xD Ale no...
Także, pudełko subskrypcyjne prezentuje się tak:

Uważam, że pudełko jak dla mnie jest trafione. I "Magonia"!!! Chciałam sobie kupić, ale stwierdziłam, że poczekam, aż przyjdzie mój Epikbox. I dobrze zrobiłam!
A wy co sądzicie? Podoba wam się box?

MOJA OCENA 8,5/10!

Teraz druga część posta, czyli "Aktorem w płot". Zapewne osoby, które mają mnie na snapie już wiedzą, że byłam na kabarecie. Kabaret Hrabi i kabaret Jurki w "Aktorem w płot". Snapowidze, mogli widzieć moją reakcję przed, po i w czasie trwania kabaretu. Tutaj napiszę tylko, że nie żałuję, że zgodziłam się iść na kabaret, w czwartek, na 20, tuż przed ważnym sprawdzianem i kartkówką, na które nie zdążyłam się nauczyć. Szczerze powiedziawszy, dzięki temu wyjściu mogłam się odprężyć i zapomnieć o otaczającym mnie świecie i o bolącym jak cholera zębie. Na snapie także pokazywałam zdjęcia jakie zrobiłam sobie z obsadą obu kabaretów, sama stwierdziłam, że wyszłam na nich jak nie ja, dlatego nie wrzucę ich tutaj, ale jedno z nich jest na moim instagramie
Chciałabym wam powiedzieć, że gdybyście mieli okazję pójść na ten (skecz? spektakl? wiecie o co chodzi), to idźcie, chociaż bilety nie są za tanie (ja płaciłam 65zł) to śmiech wszystko wynagradza, ponoć śmiech to zdrowie... to ile zdrowia ja się nabawiłam wciągu tych 2,5h całego wydarzenia? Zapewne dużo.
Tak więc zapraszam was na snapa, gdzie pojawiam się często! macie go tam ---->
Ponad to czekam na wasze komentarze i opinie na temat boxa. A może wy także widzieliście "Aktorem w płot lub sprawiliście sobie pudełko? Piszcie :)
Do następnej soboty!
Buziaki!

niedziela, 14 lutego 2016

Saint Valentin devrait être tous les jours.

Dzisiaj walentynki i kolejny post na blogu!
Drugi weekend miesiąca to film. Pomyślałam, że połączę obie rzeczy razem.
Na początku było takie: "Oooo... Zrecenzuję "Walentynki"!".... lecz.... Po 34 minutach filmu odpadłam. Po prostu film był tak przewidywalny, że nie dało się tego oglądać, więc stwierdziłam, że znajdę coś innego i znalazłam...
Słyszałam o tym filmie już kiedyś, lecz jakoś nie miałam nigdy czasu by go obejrzeć i w końcu się udało!

Tytuł: "Zaginiona Walentynka"
Reżyseria: Darnell Martin
Scenariusz: Maryann Ridini Spencer Barton Taney o
Gatunek: Romans
Produkcja: USA
Premiera: 30 stycznia 2011 (świat)
Czas trwania filmu: 1 godz. 40 min.
Opis filmu: Dziennikarka, Susan Allison (Jennifer Love Hewitt), pracuje nad materiałem o starszej kobiecie, Caroline Thomas (Betty White), której mąż zaginął podczas II wojny światowej. Co roku w dniu świętego Walentego Caroline przychodzi na stację kolejową w oczekiwaniu na powrót ukochanego. Susan postanawia odkryć, co przydarzyło się jej mężowi, Neilowi (Billy Magnussen), w filipińskiej dżungli i rozwiązać tajemnicę z przeszłości.

Historia miłości, która nie wygaśnie nigdy...

60 lat poszukiwań i tęsknoty, życia w niewiedzy, co się stało z jej ukochanym mężem, czy żyje nadal, a może poległ już w czasie wojny.
Gdy wyjeżdżał na wojnę dała mu serce, które ma przywieźć do domu z powrotem.
Po 60 latach rozłąki dowiaduje się co się stało.

Historia, która poruszyła moje serce.
Przy której łzy ciekły mi po policzkach (chociaż ukrywałam to przez Olą).
Wzruszająca historia miłości do grobowej deski.
Miłości, którą chciałoby się kogoś obdarować.
Film, który poruszy was od środka ( wiem, że się powtarzam, ale to prawda).
Polecam gorąco na walentynkowy wieczór, samemu lub we dwoje.
Obczajcie zwiastun i powiedzcie co sądzicie!
A może ktoś z was już oglądał?
Podzielcie się opinią w komentarzach, jestem bardzo tego ciekawa!

MOJA OCENA: 8,5/10

sobota, 6 lutego 2016

Pierwsza część serii "LUX"! - czyli coś, po co bym sama nie sięgnęła!

Hej, hej!
Dzisiaj weźmiemy pod lupę pierwszą część serii "Lux" autorstwa Jennifer L. Armentrout.
Książka, którą na pierwszy rzut oka zachwyciłaby mnie swoją okładką, lecz informacja, że jest to książka o kosmitach odepchnęła mnie bardzo daleko, aż na 5 miesięcy. Moja przyjaciółka Ola, pozdrawiam Cię kochanie, dostała "Obsydian" na urodziny w 2015 roku i od razu się zachwyciła, do tego stopnia, że do końca roku miała już mieć wszystkie części. Ja sama nie byłam pewna. Ci kosmici. Nie za bardzo mi to podpadało, lecz do czasu... Gdy miałam już dość marudzenia Olciaka, typu: "Och! Ach! Musisz to przeczytać!". Pożyczyłam i przepadłam!
Ale zacznijmy od początku:
Tytuł: "Obsydian"
Tytuł oryginału:  "Obsidian"
Autor: Jennifer L. Armentrout
Data wydania: 21 maja 2014
Cykl: Lux (tom 1) 
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 442
Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction 
Język: polski
Opis z tyłu książki: 
Oni nie są tacy jak my… Kiedy przeprowadziliśmy się do Zachodniej Wirginii, zanim zaczęłam mój ostatni rok w szkole, musiałam przyzwyczaić się do dziwacznego akcentu, rwącego się łącza internetowego i całego morza otaczającej mnie nudy... Aż do momentu, kiedy spotkałam mojego nowego, wysokiego sąsiada o niesamowitych, zielonych oczach. Wtedy sprawy zaczęły obierać zupełnie inny kierunek... Ale kiedy zaczęłam z nim rozmawiać zrozumiałam, że Daemon jest wyniosły, arogancki i doprowadza mnie do szału. Zupełnie nam nie po drodze. Zupełnie. Jednak kiedy prawie nie zginęłam, a Daemon dosłownie zamroził czas, cóż... stało się coś zupełnie niespodziewanego… Wpadłam w kłopoty, groziło mi śmiertelne niebezpieczeństwo. Jedyną szansą, żebym wyszła z tego cało, było trzymanie się blisko Daemona, aż przygaśnie blask…Jeśli oczywiście sama go wcześniej nie zabiję.

          Tak jak już wcześniej mówiłam, informacja, że jest to o istotach z odległej planety za bardzo mnie nie ucieszyła, lecz ku mojemu zaskoczeniu ze strony na stronę książka pożerała mnie od środka.

           Katy, siedemnastoletnia blogerka, razem z mamą przeprowadza się z Kalifornii do Zachodniej Wirginii."Żadnych nowych komentarzy. Ludzie są do bani. Doszło mi kilka nowych obserwacji. Ludzie są cudni." Po tym jak zmarł ojciec dziewczyny, matka pracowała za dwóch, by móc zapomnieć o swoim mężu, przez co Katy często zostawała sama. Czytanie książek i recenzowanie ich było dla niej wszystkim. Po przeprowadzce dziewczyna dziwnie czuje się w nowym mieście, uważa że jest tu nudno i że Wirginia to jedna wielka dziura.  Naprzeciwko niej mieszka rodzeństwo. Ładną dziewczyna Dee oraz jej zabójczo przystojny brat bliźniak Daemon. Od pierwszych chwil Daemon Black zachowuje się jak dupek względem Katy i nazywa ją "Kotkiem", co bardzo wkurza dziewczynę. "[...] Przypominasz mi małego, włochatego kotka z pazurkami, który nie drapie"Dee za to zostaje od razu przyjaciółką głównej bohaterki, co jeszcze bardziej irytuje chłopaka. 
           Tak jak wspominałam Kat i Daemon już od pierwszego spotkania są do siebie wrogo nastawieni, na każdym kroku sobie dogryzają i obrażają siebie nawzajem. "Piękna twarz. Piękne ciało. Koszmarny charakter. Święta trójca przystojnych chłopców.","Tak, to moje hobby. A jakie jest twoje? Kopanie szczeniaczków?" Ale widać, iż siebie pragną. Dosłownie ciągnie ich do siebie, a kiedy już do czegoś dochodzi to iskry się sypią! 
          Matka Katy od pierwszych momentów daje znać, że wyobraża sobie ich razem. "Spojrzała na mnie i praktycznie widziałam, że wyobraża sobie nasze wspólne dzieci".
           Najdziwniejsze jest to, że chociaż Daemon jest skończonym chamem względem Katy to za każdym razem ratuje ją z opresji.
I pierwszy raz w jakiejkolwiek książce, którą przeczytałam była akcja z jedzeniem... Nawet nie jedna (jeśli liczyć rzucaniem w kogoś pudełkami po lodach :) Nadal mam łzy w oczach przypominając sobie kłótnię rodzeństwa na temat tego, że lody same się zjadły).
              Książka jest bardzo wciągająca (zalicza się do tego - przeczytam jeszcze rozdział.... Kurde! Skończyłam! Gdzie kolejna część?), łatwa w czytaniu, pisana lekkim stylem, zawierająca dawkę humoru i napięcia. Bo oczywiście nie może być tak, że się poznają i jest happy end. Musi być coś co nie pozwoli im być razem, są dwie, trzy, (dwie i pół?),  rzeczy które sprawiają, że nie mogą żyć razem szczęśliwie. Po pierwsze Luksianie nie są jedynymi kosmitami na ziemi, są jeszcze ich wrogowie Arumanie. Każde użycie swoich mocy przez Daemona pozostawia na Katy znak, który łatwo może znaleźć Aruman. "Świecę się? .... Jak bożonarodzeniowa choinka" ," Jest jeszcze ten problem, że świeci jak megawatowa żarówka!" Po nad to jest sprawa z Dawsonem, już nie żyjącym bratem rodzeństwa Black oraz jego ludzkiej dziewczyny... Co im się stało i przez co Daemon nie chce by jego rodzina zadawała się z ludźmi? Tego dowiecie się w książce.

            Koleżanka, pozdrawiam Cię Kasiu, uważa, że jestem bardzo podobna do Katy, więc czeka, aż zacznę umawiać się z kosmitą i zostanę jedzeniowym ninją (proszę nie pytać, tylko iść przeczytać!). I tak jak Katy zazdroszczę trochę Luksjanom. "Zaczynałam zazdrościć kosmitą rąk działających jak mikrofalówka i superszybkości."

           Sądzę też, że Jennifer pisząc książkę musiała być trochę "na fazie". Wskazują na to liczne głupie teksty typu:
"  - Co  z nią zrobimy?
- Sugeruję wywieść ją na pustkowie i tam zostawić.
- Możemy zabrać ją na pole i ścigać samochodami. Będzie zabawa!"


       Podsumowując uważam, że książka jest bardzo ciekawa i polecam ją każdemu!
MOJA OCENA: 10/10
    A wy co sądzicie o pierwszej części serii?