poniedziałek, 11 września 2017

Zwierzenia miesiąca [WAKACJE 2017]

Hej kochani!
Wiem, że na to czekaliście na ulubieńców lipca i sierpnia i oto nadchodzi upragniony post!

Te wakacje minęły mi strasznie szybko, a to za sprawą nadchodzącego wielkimi krokami egzaminu podsumowującego moją dotychczasową naukę... O czym mowa? Właśnie tak! O maturze!
Jednakże w lipcu i sierpniu nie myślałam o wielkiej nauce, a skupiłam się na odpoczynku... co szczerze strasznie mi nie wychodziło. Jednak były momenty, które będę długo wspominać!

#OSIEMNASTE URODZINY
Rok 2017. To właśnie 18 lat temu, 26 lipca 1999 r. przyszłam na świat. Podczas minionych dwóch miesięcy odbyły się moje dwie... trzy imprezy (jeśli tą środkową można nazwać imprezą). 22 lipca odbyła się moja osiemnastka rodzina., gdzie zjechali się wszyscy moi najbliżsi z całej Polski. Było to garden party, od początku do końca zorganizowany przeze mnie i moich rodziców. Następnie w dzień moich urodzin spotkałam się z moimi przyjaciółkami, które postanowiły mi kupić ciasteczko, wsadzić tam świeczki i zaśpiewać sto lat. NA ŚRODKU ULICY! (Miały niestety problem z zapaliczką i ja, jako, że jestem piromanem, musiałam sama sobie zapalić świeczki). Dodatkowo zaopatrzyły się w kartkę urodzinową i balon z helem (który przy okazji nadal wisi obok mojego łóżka). Ostatnia impreza, podwójna osiemnastka (gdyż miałam ją razem z moją przyjaciółką), odbyła się kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego (25.08.17), gdzie przybyli prawie wszyscy moi znajomi, za co serdecznie im dziękuję. Ta noc była niezapomniana i nie wiem, czy kiedykolwiek uda się znowu coś takiego zorganizować.

#PRAWO JAZDY
W te wakacje również rozpoczęłam, jak i zakończyłam, kurs prawa jazdy. Po długich trudach i chwilach załamań udało mi się zdać oba egzaminy pozytywnie, ZA PIERWSZYM RAZEM, i dołączyłam do grupy kierowców. Do zobaczenia na drodze!

#NAJLEPSZE PREZENTY NA ŚWIECIE
Mówiąc o urodzinach nie mogę zapomnieć o prezentach, chociaż nie są one tak ważne jak same spotkanie bliskich osób. Moje przyjaciółki naprawdę się postarały i udało im się zorganizować niesamowity podarunek.
Otrzymałam ZOEVA PLAISIR BOX, czyli zestaw 3 palet cieni od Zoeva. Był to box, o którym marudziłam od dobrych kilku miesięcy, jak nie dłużej. Palety znajdujące się w eleganckim pudełku to: Blanc Fusion - idealnie skomponowane odcienie białej czekolady, prażonych migdałów i słodkiego karmelu, Caramel Melange - inspirujące odcienie palonego toffi, creme brulee i rozgrzewającego cynamonu oraz Cocoa Blend - kuszące tony delikatnego nugatu, luksusowych trufli, słodkiego marcepanu i gorzkiej czekolady.
Kolejnym prezentem była pomadka od Jeffree Star Cosmetics, czyli kolejna rzecz do makijażu, o której też od dawna mówiłam. Dziewczyny dobrały mi kolor Sagittarius i chociaż nie jestem Strzelcem to wydaje mi się, że kolor jak najbardziej trafiony. Oraz podoba mi się fakt, że owe pomadki nie są testowane na zwierzętach.
Kolejną rzeczą, którą bardzo chciałam dostać jest Instax Mini 8 w kolorze bordowym. Od wielu, wielu lat mówiłam rodzicom o tym, że chcę dostać taki aparat, jednakże oni uważali, że to bezsensu wydane pieniądze. Jednakże, gdy już otrzymałam go na prezent okazał się niesamowitym sprzętem i usłyszałam z ich ust "Czemu wcześniej o tym nie mówiłaś?"
Oprócz tego dostałam wiele innych prezentów, tak jak książkę, album z moimi głupimi zdjęciami, koszulkę, słoiczek z powodami, za które ludzie mnie kochają i wiele więcej.

#KLF2017
W te wakacje byłam na kilku osiemnastkach, jednakże na jednej zrobiliśmy bardzo specjalny prezent grupowy. Otóż moja przyjaciółka dostała od nas bilety na Kraków Live Festival 2017. Oczywiście my też wybrałyśmy się z nią na to przedsięwzięcie. Jakby ktoś nie wiedział to KLF jest to cykliczny festiwal odbywający się w Krakowie od 2006 r. w sierpniu na terenie Muzeum Lotnictwa Polskiego. W ciągu 2 dni odbywają się koncerty, a wokół można wziąć udział w niesamowitych atrakcjach. Więcej informacji dla zainteresowanych znajdziecie tu --> [LINK]. Dodam tylko, że można na takich imprezach spotkać nowych ludzi i można zawrzeć nowe przyjaźnie.

#MOCAK I KOCIA KAWIARNIA
Będąc w Krakowie postanowiłyśmy trochę pozwiedzać, ponieważ mamy do tego cudownego miasta prawie 400 km. W pamięci najbardziej zapadły mi dwa miejsca. Pierwszym jest MOCAK, czyli Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie. Jest to przepiękne miejsce, w który przenosi Cię do innego wymiaru. Nagle okazuje się, że z dwóch rzeczy, które kompletnie do siebie nie pasują powstaje arcydzieło. Przyznam sama, że z początku byłam negatywnie nastawiona co do tego punktu naszej wycieczki, ale cieszę się, że udało się mnie namówić.
Kolejnym miejscem wartym odwiedzenia jest Kocia Kawiarnia, także w Krakowie. Wyhaczyłyśmy to miejsce całkiem przypadkowo podczas spaceru z dworca na starówkę. Jest to kawiarnia centralnie naprzeciwko Galerii Krakowskiej, gdzie pijąc kawę i jedząc deser możesz pobawić się z kotkami w różnym wielu. Jest to niesamowite przeżycie.
Zdjęcia znajdziecie na moim instagramie ---> [LINK]

#STARA GRA POWRACA!
Pieniądze, które otrzymałam na 18 urodziny, nie tylko pozwoliły mi na zakup biletów na festiwal, ale także na nowy laptop, telefon i... SIMSY! Oczy Was nie zwodzą, postanowiłam kupić simsy. Od dawna nie miałam styczności z tą grą. Przyznam szczerze, że zakończyłam swoją przygodę na The Sims 2. Dlatego po długoletniej przerwie przełamałam się i zakupiłam czwartą część tej cudnej gry. I nie żałuję!

#LAMA I MIŁOŚĆ
Podczas tych wakacji miałam dużą styczność z każdym rodzajem muzyki co było spowodowane KLF2017, jednakże wśród mojej playlisty górowały dwa utwory. Jeden autorstwa Little Sis Nora i AronChupa, czyli niezapomniana i szybko wpadająca lama, a mowa tu o utworze "llama in my living room". A drugą piosenką jest Bon Jovi "You give love a bad name". Obie te piosenki prześladowały mnie przez długie dni.

#POWRÓT DO SERIALU
Jest to ostatnia kategoria, o której chciałabym napisać. Otóż w te wakacje postanowiłam powrócić do oglądania "The Vampire Diares", czyli serialu, który z dwa lata temu zakończyłam na piątym sezonie. Jednakże w tym roku, z okazji tego, że serial się skończył postanowiłam nadrobić wszystko i obejrzeć od nowa. I zgadnijcie co? Skończyły się wakacje, a ja zakończyłam na tym samym odcinku, jednak nie mam zamiaru zrobić sobie przerwy tylko jak najszybciej skończyć oglądać. (PS. Tak ten Bon Jovi na mojej playliście pojawił się przez TVD)

NA DZIŚ TO WSZYSTKO! ŻYCZĘ WAM MIŁEJ NOCY I DOBRYCH KOLEJNYCH DNI SZKOŁY!

niedziela, 3 września 2017

Triki na powrót do szkoły i przeprosiny.

Wiem, wiem... Przepraszam!
Na prawdę mi przykro, że nie było mnie tu przez dwa miesiące! DWA MIESIĄCE!
Brak weny? Brak czasu? Lenistwo? Szczerze? Sama nie wiem. Wakacje przeleciały mi jak z bicza strzelił i wydaje mi się, że nic nie zrobiłam. Nie dałam rady przeczytać żadnej książki (co mnie smuci, gdy widzę, że moja znajoma blogerka przeczytała 39 pozycji).
A już jutro wracamy do szkoły. Skończyła się sielanka. Klasa maturalna czeka. Rozszerzona biologia i chemia sama się nie napisze, przez co nie opuszcza mnie myśl, że będzie źle z moim blogiem :( Gdy już dzisiaj wiem, że w nadchodzącym tygodniu będę miała dwa sprawdziany.Jednak bądźmy dobrej myśli.
Dzisiaj chciałabym pokazać Wam pare trików, które ułatwią Wam powrót do "budy".


#1 ORGANIZACJA CZASU 
Moim zdaniem jest to najważniejsza rzecz, którą trzeba wykonać jeszcze przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Oczywiście zależy to też od poziomu nauczania, na którym się znajdujemy. Będąc w szkole podstawowej nie jest nam potrzebna tak ścisła organizacja jak w przypadku klasy maturalnej. Przychodząc do liceum zauważyłam, że dzięki organizacji swojego czasu mogę znaleźć wolny czas tylko dla siebie. Gdy mam zorganizowany cały dzień nie męczę się tak jakbym miała robić wszystko na spontanie.

#2 ETAPY NAUKI
Czyli uczenie się nie na ostatnią chwilę. Muszę przyznać, że często sama to robię, ale z perspektywy ostatnich miesięcy widzę, że niestety taka nauka nie jest zbyt dobra. Zwyczajnie zapomina się to co się wtedy nauczyło. Przypomina to zasadę "ZZZ", czyli Zakuj, Zdaj, Zapomnij. A  w takich momentach uważa się, że to jest super metoda na dobre oceny. Ok. Oceny są ważne, jednakże wydaje mi się, że ważniejszy jest końcowy egzamin, w moim przypadku jest to matura, która zbliża się wielkimi krokami :(

#3 DNI NAUKI
Ważne jest też to kiedy się ile czasu w tygodniu poświęcamy na naukę. Moim zdaniem ważne jest to by intensywnie uczyć się pięć dni w tygodniu. Poniedziałek. Wtorek. Środa. Czwartek. Piątek. To są dni, w ciągu których powinniśmy odstawić telefony i komputery, czy konsole. Każdą rzecz, która tak na prawdę nas dekoncentruje. Weekend powinien nam starczyć na rozluźnienie się po nauce.

#4 SPOSOBY NA LEKTURY
O tym był już post w zeszłym roku. LINK ------> [POST] W tym poście przeczytasz o moich dziesięciu trikach na szybkie i efektywne czytanie lektur.

#5 NAJWAŻNIEJSZE DOBRE NASTAWIENIE
Uważam, że dobre nastawienie dużo ułatwia w funkcjonowaniu w szkole. Nie warto przyjść pierwszego dnia załamanym, bo to nic nie da, a jak już to wprowadzi w depresyjny klimat, a tego nie chcemy, prawda? Za to dobre nastawienie sprawia, że rano wstajemy weseli i gotowi na nadchodzący dzień. Dzień ten może być pełen przeszkód, ale nic nas nie załamie z uśmiechem na twarzy.

#6 KOLOR I SCHEMAT POMOŻE
Szukając informacji, jakie czynniki wpływają na efektywne zapamiętywanie i uczenie się, liczne źródła opierają się na tzw. stożku Dale’a. Dzięki temu schematowi można stwierdzić, że zapamiętujemy:
10% tego, co czytaliśmy
20% tego, co słyszeliśmy
30% tego, co widzieliśmy
50% tego, co widzieliśmy i słyszeliśmy
70% tego, co mówiliśmy w czasie rozmowy
90% tego, co robimy.
Ja wspomagam się kolorami i schematami. W nauce moich przedmiotów rozszerzonych ułatwiają mi naukę liczne notatki. Zawsze są one kolorowe i zawierają pełno rysunków i schematów.
Ułatwia to bardzo pracę i dzięki temu przy sprawdzianach dobrze wiem co z czego wynika i jak to się dzieje.


NA DZIŚ TO WSZYSTKO. MOŻE POJAWI SIĘ JAKIŚ KOLEJNY POST TEGO TYPU NA MOIM BLOGU! NA DZIŚ WAM DZIĘKUJĘ, KOCHAM WAS BARDZO, A SZCZEGÓLNIE TYCH, KTÓRZY PODCZAS MOJEJ DWUMIESIĘCZNEJ NIEOBECNOŚCI O MNIE NIE ZAPOMNIELI!

wtorek, 4 lipca 2017

Zwierzenia miesiąca [Maj&Czerwiec]

Hej hej kochani!
Przepraszam, że dawno mnie tu nie było, ale obecnie dopadł mnie wielki leń, że aż mnie to boli. Ale teraz powracam z nowym projektem i głową pełną pomysłów.
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam ulubieńców minionych dwóch miesięcy!

Książki. Ostatnio lekturą, którą ciągle magluje jest podręcznik do prawa jazdy. Jednakże postanowiłam odświeżyć sobie dawne pozycje, gdyż są związane z moim projektem, o którym powiem już niedługo. :) I z tego powodu w oka mgnieniu przeczytałam "Miasto Kości" Cassandry Clare.

Mówią, że marzenia są po to, żeby je spełniać. Mi udało się spełnić jedno z nich. Pojechałam na koncert, o jakim marzyłam. 2 czerwca 2017 roku w Krakowie odbył się koncert Areosmitch. Trasa "Aero-vederci baby" jest ostatnią trasą koncertową amerykańskiego zespołu rockowego. Zdjęcia z koncertu możecie obejrzeć na moim instagramie! Zapraszam ----> [KLIK!]

Mówiąc o muzyce nie mogę pominąć nowych odkryć, które nastąpiły w maju i czerwcu z dziedziny muzyki.
Poruszałam już wiele razy temat "La La Land" i muszę się Wam przyznać, że nie udało mi się jeszcze obejrzeć tego filmu. Dużo mówi się o piosence "City of Stars" i to właśnie przez ostatnie dwa miesiące katuję cover Małgorzaty Kozłowskiej i Pawła Izdebskiego! Sami posłuchajcie i oceńcie!
Ostatnio także wracam myślami do Paryża i nachodzi mnie myśl, że chciałabym kiedyś zobaczyć sztukę francuską. Dzięki temu odkryłam wspaniałą piosenkę "Czas Katedr", którą zaśpiewał Łukasz Zagrobelny z musicalu NOTRE DAME DE PARIS.





Ostatnio naszła mnie także chęć odświeżenia sobie seriali, które już dawno odeszły w zapomnienie. A przez to, że "The Vampire Diaries" miało swoje zakończenie w tym roku, padło właśnie na nie. Mam zamiar w końcu zakończyć ten serial. I chociaż mam mało wolnego czasu jakoś udało mi się zdobyć odznakę "20 odcinków w 72h". Kto mnie nie obserwuje na TV Show Time, zapraszam ----> [Klik!]

Nareszcie przełamałam się i udało mi się założyć dziennik, dzięki któremu umiem sobie zorganizować wolny czas. z początku myślałam, że to trudne zadanie i tylko artyści mogą robić takie rzeczy, jednakże okazało się to zadziwiająco proste. Obejrzałam kilka poradników na YouTube i zabrałam się do działania. Polecam taki dziennik każdemu! Dzięki niemu uda się Wam dokonać niemożliwego!


Na zakończenie jak zwykle inspiracje na nadchodzący miesiąc!






niedziela, 11 czerwca 2017

"Dręczyciel" - Penelope Douglas [RECENZJA KSIĄŻKI]

Hej kochani!
Witam Was w ten piękny niedzielny wieczór!
Jakoś wydostałam się spod tej tony chusteczek higienicznych... (tak, jestem chora)
Wiem, że powinny być dzisiaj zwierzenia jednakże postanowiłam, że połączę je z czerwcowymi, gdyż nie nazbierałam wystarczającej ilości materiału :(
Dzisiaj natomiast chciałabym przedstawić wam książkę, którą całą pochłonęłam w podróży pociągiem, przez co cała podróż zmieniła się w zaledwie kilka chwil.

Tytuł: "Dręczyciel"
Tytuł oryginału: ''Bully''
Autor: Penelope Douglas
Tłumaczenie: Marta Czub
Cykl: Fall Away (tom 1)
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: 15 lutego 2017
Liczba stron: 305
Kategoria: Literatura obyczajowa i romans

"Płakałam przez ciebie już niezliczoną ilość razy - uniosłam ku niemu powoli środkowy palec i zapytałam. - Wiesz co to jest?- poklepałam środkowym palcem kąt mego oka. - To ja,ocierająca ostatnią łzę, jaką dostaniesz."

Każdy z nas będąc dzieckiem znajduje sobie wielu znajomych. Niekiedy udaje nam się znaleźć przyjaciela na dłużej. Musimy jednak pamiętać, że jest to wielki dar, bez którego życie stałoby się puste i smutne. I tak też było w przypadku bohaterów tej powieści. Tate i Jared znali się od dzieciństwa. Łączyła ich przyjaźń, byli sobie bliscy, gdzie jeden tam i drugi. Tak było aż do czternastego roku życia. Po powrocie Jareda z wakacji – coś się zmieniło i chociaż z zewnątrz wyglądał tak samo, to dla Tate zdawał się być kimś zupełnie innym. Zaczął traktować Tate jak największego wroga - upokarzał ją przed całą szkołą, poniżał, traktował jak nic wartego śmiecia. I to zupełnie bez żadnego powodu. Robi wszystko, by zamienić życie swej byłej już przyjaciółki w piekło. Im bardziej Tate schodziła mu z drogi, tym bardziej sadystycznie ją prześladował. Wreszcie Tate uciekła na rok do Paryża, gdzie staje się silna i pewna siebie już nie jest przerażoną, zaszczutą dziewczynką. Teraz jest ona w stanie postawić się swojemu oprawcy. Wiedziała, że chodzenie z podniesioną głową nie będzie takie proste. Jared znał jej największe słabości, tajemnice i upodobania. Miał ją w garści. Jednakże myśl o prawdzie i byciu wolnym dodawała jej skrzydeł by walczyć.

Z góry muszę Wam powiedzieć, że tak książka Was pochłonie. Będziecie zarywać noce by dowiedzieć się co się stało. Dzięki tej książce rozumiecie ogrom przyjaźni, jaka może łączyć dwoje ludzi i jakie cierpienie może przynieść strata drugiej osoby. Czytając tą książkę często reagowałam śmiechem, ale były też momenty, że wyciągałam chusteczkę i wycierałam łzy (przez co ludzie w pociągu dziwnie się na mnie gapili). Mimo, iż książka jest bardzo mocno przewidywalna (jak większość książek młodzieżowych), a zwłaszcza jej koniec, to miło śledzi się losy Tate i Jareda. Myślę, że książka ta przypadnie do gustu dużemu gronu odbiorców.

Na koniec chciałabym Wam pokazać mój ulubioną wypowiedz głównej bohaterki tej książki, który mnie poruszył i przyznam się bez bicia, że popłakałam się na nim:

" Lubię burze. Grzmoty, ulewne deszcze, kałuże, mokre buty. Kiedy zaczyna się chmurzyć, ogarnia mnie radosne oczekiwanie. W deszczu wszystko wydaje się piękniejsze. Nie pytaj dlaczego.  Ale mam wtedy wrażenie, jakby otwierały się przede mną zupełnie nowe możliwości. Czułam się jak superbohaterka, kiedy jeździłam rowerem po niebezpiecznie śliskich drogach albo jak zawodnik olimpijski biorący udział w ostrej rywalizacji, żeby tylko dotrzeć do mety. Jako mała dziewczynka nawet w słoneczne dni budziłam się z tym dreszczem emocji. To ty wywoływałeś we mnie to radosne oczekiwanie, podobnie jak symfonia ulewy. Byłeś burzą w pełnym słońcu, błyskawicą na nudnym, bezchmurnym niebie. Pamiętam, że pochłaniałam w pędzie śniadanie, żeby móc jak najszybciej zapukać do twoich drzwi. Bawiliśmy się cały dzień, wracając do domu tylko po to, żeby coś zjeść i się przespać. Bawiliśmy się w chowanego, huśtaliśmy na huśtawce, wspinaliśmy się na drzewa. Przy tobie czułam, że znów mam rodzinę. Bo widzisz, kiedy miałam dziesięć lat, umarła moja mama. Miała raka i straciłam ją, jeszcze zanim zdążyłam ją poznać. Nagle zrobiłam się niepewna, bałam się. To ty sprawiłeś, że moje życie znów wróciło do normalności. Dzięki tobie stałam się odważna i wolna. Tak jakby ta część mnie, która umarła razem z mamą, wróciła z chwilą, kiedy cię poznałam. Przestało boleć. Dopóki wiedziałam, że cię mam, nic nie było w stanie mnie skrzywdzić.  Ale któregoś dnia, zupełnie niespodziewanie, straciłam i ciebie. Znów zaczęłam cierpieć, a widok twojej nienawiści sprawiał, że czułam się chora. Burza zniknęła, a ty stałeś się okrutny. Nic z tego nie rozumiałam. Po prostu zniknąłeś. Serce mi krwawiło. Tęskniłam za tobą. Tęskniłam za mamą.  Ale utrata ciebie wcale nie była najgorsza. Najgorsze było to, że zacząłeś mnie krzywdzić. Twoje słowa i postępowanie sprawiły, że znienawidziłam szkołę. Że czułam się nieswojo we własnym domu. Dalej boli, ale wiem przynajmniej, że to nie moja wina. Mogłabym cię opisać wieloma słowami, ale jedyne, które do ciebie pasuje, bo pokazuje, że jesteś jednocześnie smutny, wściekły, nieszczęśliwy i żałosny, to „tchórz”. Za rok już mnie tu nie będzie, a ty pozostaniesz jedynie nieudacznikiem, którego lata świetności przypadały na szkołę średnią. Byłeś moją nawałnicą, moją chmurą burzową, moim drzewem podczas ulewy. Wszystko to kochałam i kochałam ciebie. Ale teraz? Jesteś pieprzoną suszą. Myślałam, że buraki jeżdżą niemieckimi samochodami, ale okazuje się, że gnoje w mustangach też mogą pozostawiać blizny."

Więcej nie będę mówić, bo zacznę wdawać się w szczegóły i zaspojleruję Wam całą treść :D

niedziela, 28 maja 2017

Bonjour de France vous êtes belle! cz. II [FOTORELACJA]

Bonjour mon cher!
Witam Was w tą piękną niedzielę!
W przerwie między nauką na sprawdzian z języka francuskiego postanowiłam przygotować drugą część fotorelacji z wyjazdu do Francji.
Pod ostatnim postem pojawiło się dużo komentarzy, że chcecie kolejna fotorelację :)
Dlatego mam zamiar częściej wstawiać właśnie takie posty!
A tymczasem zapraszam do oglądania!

Pokrótce:
Data wyjazdu: Tydzień od 2 do 9 kwietnia 2017
Gdzie: Francja: Paryż i Normandia



Fotorelacja z dni: 2-4.04.2017 

Środa 05.04.2017 
8.00 śniadanie 
8.45 wyjazd do Livarot, 52 km, z suchym prowiantem
10.00 zwiedzanie zakładu produkcji serów Graindorge 
11.30 wyjazd w kierunku Coquainvilliers (28km) 
Po drodze piknik 
14.30, zwiedzanie gorzelni Boulard w Coquainvilliers
16.00, wyjazd do i spacer po Deauville (25km) 
Powrót ok. 17.30, do Tourville (44 km) 
19.00, kolacja


















Czwartek 06.04.2017
7.30 śniadanie 
8.00, wyjazd do Mont-Saint Michel (200 km), 
Ok. 11.00, przyjazd do Mont Saint-Michel 
Zwiedzanie opactwa o 11.45 
15.00 powrót (140km) 
17.00, w drodze powrotnej, krótkie zwiedzanie cmentarza żołnierzy polskich poległych w czasie II wojny światowej 
17.30, wyjazd do Tourville (80 km) 
19.00 kolacja na zakończenie pobytu i udział w próbie spektaklu cyrkowego przygotowanego przez uczniów liceum w Tourville (zdjęcia ze spektaklu)













Piątek 07.04.2017 
7.45, śniadanie 
8.15, wyjazd do Epaignes (10km) 
8.30, zwiedzanie zakładu produkcji czekolady « Royale Normande » ze jego dyrektorem i zwiedzanie sklepu 
9.30, wyjazd do Honfleur (38km) 
10.30, zwiedzanie portu i statku « la calypso » 
11.15, spacer po Honfleur 
12.00, Powrót do Tourville (26 km) 
12.45, obiad w Tourville 
14.15, wyjazd od Pont-Audemer 
14.30, zwiedzanie hurtowni win z południa Francji 
16.00, czas wolny w Pont-Audemer 
19.00, kolacja





Sobota 08.04.2017 
7.30, śniadanie 
Sprzątanie pokoi 
8.00 Wyjazd do Polski

Niedziela 09.04.2017
Powrót do Polski ok. godz. 4.00


Podsumowując:
Jak sami widzieliście na zdjęciach, w tym jak i poprzednim poście, Francja jest przepięknym, malowniczym krajem. Pełnym przemiłych ludzi. Gdziekolwiek spojrzysz ludzie mówią sobie "dzień dobry" i uśmiechają się, nie tak jak w naszej smutnej Polsce. Jeśli wahacie się między tym czy pojechać do tego cudnego kraju to szczerze namawiam! Niesamowite przeżycie!

niedziela, 21 maja 2017

"101 dalmatyńczyków" - film [RECENZJA]

Hej kochani!
Dzisiaj kolejny post z recenzją.
Każdy z nas zapewne oglądał bajki Disneya, jednakże nikt z nas nie zdaje sobie sprawy, jak stare są te filmy. Ostatnio postanowiłam obejrzeć adaptację kultowej animacji "101 dalmatyńczyków". I tak oglądam, oglądam i wiecie co? Tak patrzę na jednego z aktorów i mówię do mojej mamy "Patrz mamo, ten aktor przypomina Hugh'a Laurie'go, tylko że tak 20 lat młodszego". I wiecie co? Nie pomyliłam się... To był Hugh Laurie, tylko że 21 lat temu!
Przygotowując się do tej recenzji postanowiłam sprawdzić, kiedy tak na prawdę postała bajka animowana... I teraz ludzie będą się licytować... 25lat temu... 30... 35... Ale nie. W tym roku mija 56lat od postania tej kultowej bajki! Ten czas na serio szybko leci, tylko my się nie starzejemy ;)
To tak słowem wstępu, a teraz zapraszam na recenzję adaptacji bajki "101 dalmatyńczyków".


Akcja filmu jest synonimiczna do bajkowej. Akcja rozgrywa się w Londynie. Jednym z bohaterów jest Roger - samotnik zajmujący się projektowaniem gier komputerowych. Jego jedynym towarzyszem jest uroczy dalmatyńczyk Pongo. Sytuacja ulega zmianie, gdy dzięki Pongo Roger spotyka piękną Anitę - właścicielkę dalmatynki Perdity. Zabawa zaczyna się, gdy dalmatyńczyki Pongo i Perdita, mieszkające w domu swoich właścicieli w Londynie, stają się dumnymi rodzicami piętnastu czarujących szczeniaków. Stanowią oni jedną wielką szczęśliwą rodzinę, aż do czasu gdy niegodziwa Cruella De Vil  (zwana w Polsce jako Cruella DeMon) porywa małe pieski, wraz ze wszystkimi innymi dalmatyńczykami z miasta. Teraz tylko Pongo i Perdita, dzięki tajemnej mocy "wieczornego szczeku" mogą zjednoczyć cały psi ród w niebezpiecznej misji wybawienia maluchów ze szpon demonicznej Cruelli,szefowej domu mody, której celem jest wylansowanie futer z dalmatyńczyków! Starcie Dobra ze Złem pełne jest nieoczekiwanych przygód i rozkosznej gromadki psiaków.

Oczywiście reżyserzy, jak i sami aktorzy, w tamtych czasach, nie byli w stanie dorównać trikom animatorów. Jednakże sam film jest moim zdaniem nie jest fenomenalny, ale całkiem dobry, taki by usiąść z rodziną i spędzić miłe popołudnie.

W filmie można zobaczyć także aktorów znanych współcześnie i rozpoznawalnych, takich jak:
Joely Richardson ("Pamiętniki Wampirów", "Upadli") , Hugh Laurie ("Dr House", "Kraina Jutra") czy Mark Williams ("Harry Potter").






sobota, 6 maja 2017

ZWIERZENIA MIESIĄCA [KWIECIEŃ 2017]

Hej kochani!
Witam Was w kolejny poście z cyklu "zwierzenia miesiąca"!
Widzę po wyświetleniach, że seria bardzo Wam się spodobała, z czego bardzo się cieszę.
Nastał maj, przez co mogę wrzucić podsumowanie ostatniego miesiąca, czyli kwietnia!

Dzisiaj chciałabym powiedzieć mniej o tym, co nowego spróbowałam w tym miesiącu, ale bardziej co odkryłam, a co jest związane z tą kategorią. Otóż gdy byłam we Francji, mój nauczyciel uświadomił nas, że francuska Nutella jest inna niż nasza, polska. Z początku nie wierzyłam mu, stwierdziłam, że ten krem czekoladowy nie różni się zależnie od miejsca, gdzie jest produkowany. Jednakże prawda okazała się nie być po mojej stronie. Nutella produkowana we Francji jest bardziej orzechowa, a polsa Nutella bardziej czekoladowa.
Nową rzeczą, którą spróbowałam będąc we Francji jest ser o nazwie Livarot. Jest to rodzaj francuskiego sera, który jest produkowany z krowiego mleka. Zaliczany do serów podpuszczkowych, miękkich oraz dojrzewających. Ser livarot nie jest serem ostrym, ale za to pikantnym.

Miesiąc kwiecień był dla mnie dość intensywnym miesiącem pod względem nauki, ponieważ musiałam nadrobić dwutygodniowe zaległości związane z moją nieobecnością. Jeden tydzień - związany z chorobą, która się ciągnie aż do teraz. Drugi tydzień - związany z wyjazdem do Francji.
Jednakże udało mi się obejrzeć parę nowych rzeczy. Między innymi film "101 dalmatyńczyków", który jest adaptacją bajki Disneya o tym samym tytule. (Recenzja pojawi się niedługo). Nadrobiłam serial "Riverdale" oraz rozpoczęłam oglądanie serialu "Beauty and the Beast" (o obu także ukaże się recenzja).

W tym miesiącu odbył się także coroczny festiwal muzyki i sztuki o nazwie "COACHELLA''. I przyznam się z całego serca, że jednym z moich największych marzeń jest udanie się na taki festiwal. I chociaż przez cały czas trwania festiwalu siedziałam na YouTube i oglądałam relację na żywo, to nie było to co tam dzieje się naprawdę.

Zagraniczną piosenką, którą katowałam w tym miesiącu jest cover "Ex's & Oh's" w wykonaniu duetu Ashley Tisdale & Vanessa Hudgens. Aktorki grając razem w "HSM" nie miały duetu, chociaż bardzo tego chciały. Fani Ashley prosili by nagrała piosenkę wraz z Vanessą i tak oto na kanale celebrytki pojawiła się ta piosenka. Dziewczyny śpiewają przy akompaniamencie Christophera French'a, męża Tisdale. Piosenka moim zdaniem wyszła genialnie!

Natomiast piosenką w języku polskim, która mnie chwyciła za serce jest cover "City of Stars" z filmu La La Land w wykonaniu Małgorzaty Kozłowskiej i Pawła Izdebskiego. Utwór ten nie tylko jest genialnie wykonany wokalnie, ale także zachwyca aurą jaką stworzyli wykonawcy. Teledysk, bo chyba tak mogę to nazwać, jest przepięknie wykonany. Sami musicie zobaczyć :)


Chociaż nie jestem blogerką fashion, jestem dziewczyną, która uwielbia poświęcić czas na dobry makijaż. Często próbuje nowych produktów i właśnie dzisiaj chciałabym powiedzieć Wam o dwóch genialnych rzeczach.
Pierwsza jest to genialna paleta od Makeup Revolution o nazwie "Fortune Favours the Brave". Zakupiłam ją właśnie w miesiącu kwietniu i od tego czasu się z nią nie rozstaję. Kolorystyka paletki jest wręcz zachwycająca. Pigmentacja cieni dorównuje tym z dużo wyższej półki. Utrzymują się bardzo długo, a przy tym niesamowicie się blendują.
Drugim kosmetykiem, który mnie mile zaskoczył jest profesjonalny utrwalacz makijażu z firmy Hean. Rzadko kiedy udaje nam się znaleźć produkt, który zgadza się w zupełności z opisem producenta, a ten sprej to jeden z takich wyjątków. Będąc na jakiejkolwiek imprezie nie musiałam ani razu poprawiać makijażu. Wszystko trzymało się aż nie wróciłam do domu i nie zaczęłam go zmywać. Uważam, że to taki MUST HAVE dla każdej osoby bawiącej się makijażem!



I jak zawsze na zakończenie zwierzeń miesiąca inspirujące zdjęcia :)
Do zobaczenia w kolejnym poście!