wtorek, 4 lipca 2017

Zwierzenia miesiąca [Maj&Czerwiec]

Hej hej kochani!
Przepraszam, że dawno mnie tu nie było, ale obecnie dopadł mnie wielki leń, że aż mnie to boli. Ale teraz powracam z nowym projektem i głową pełną pomysłów.
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam ulubieńców minionych dwóch miesięcy!

Książki. Ostatnio lekturą, którą ciągle magluje jest podręcznik do prawa jazdy. Jednakże postanowiłam odświeżyć sobie dawne pozycje, gdyż są związane z moim projektem, o którym powiem już niedługo. :) I z tego powodu w oka mgnieniu przeczytałam "Miasto Kości" Cassandry Clare.

Mówią, że marzenia są po to, żeby je spełniać. Mi udało się spełnić jedno z nich. Pojechałam na koncert, o jakim marzyłam. 2 czerwca 2017 roku w Krakowie odbył się koncert Areosmitch. Trasa "Aero-vederci baby" jest ostatnią trasą koncertową amerykańskiego zespołu rockowego. Zdjęcia z koncertu możecie obejrzeć na moim instagramie! Zapraszam ----> [KLIK!]

Mówiąc o muzyce nie mogę pominąć nowych odkryć, które nastąpiły w maju i czerwcu z dziedziny muzyki.
Poruszałam już wiele razy temat "La La Land" i muszę się Wam przyznać, że nie udało mi się jeszcze obejrzeć tego filmu. Dużo mówi się o piosence "City of Stars" i to właśnie przez ostatnie dwa miesiące katuję cover Małgorzaty Kozłowskiej i Pawła Izdebskiego! Sami posłuchajcie i oceńcie!
Ostatnio także wracam myślami do Paryża i nachodzi mnie myśl, że chciałabym kiedyś zobaczyć sztukę francuską. Dzięki temu odkryłam wspaniałą piosenkę "Czas Katedr", którą zaśpiewał Łukasz Zagrobelny z musicalu NOTRE DAME DE PARIS.





Ostatnio naszła mnie także chęć odświeżenia sobie seriali, które już dawno odeszły w zapomnienie. A przez to, że "The Vampire Diaries" miało swoje zakończenie w tym roku, padło właśnie na nie. Mam zamiar w końcu zakończyć ten serial. I chociaż mam mało wolnego czasu jakoś udało mi się zdobyć odznakę "20 odcinków w 72h". Kto mnie nie obserwuje na TV Show Time, zapraszam ----> [Klik!]

Nareszcie przełamałam się i udało mi się założyć dziennik, dzięki któremu umiem sobie zorganizować wolny czas. z początku myślałam, że to trudne zadanie i tylko artyści mogą robić takie rzeczy, jednakże okazało się to zadziwiająco proste. Obejrzałam kilka poradników na YouTube i zabrałam się do działania. Polecam taki dziennik każdemu! Dzięki niemu uda się Wam dokonać niemożliwego!


Na zakończenie jak zwykle inspiracje na nadchodzący miesiąc!






niedziela, 11 czerwca 2017

"Dręczyciel" - Penelope Douglas [RECENZJA KSIĄŻKI]

Hej kochani!
Witam Was w ten piękny niedzielny wieczór!
Jakoś wydostałam się spod tej tony chusteczek higienicznych... (tak, jestem chora)
Wiem, że powinny być dzisiaj zwierzenia jednakże postanowiłam, że połączę je z czerwcowymi, gdyż nie nazbierałam wystarczającej ilości materiału :(
Dzisiaj natomiast chciałabym przedstawić wam książkę, którą całą pochłonęłam w podróży pociągiem, przez co cała podróż zmieniła się w zaledwie kilka chwil.

Tytuł: "Dręczyciel"
Tytuł oryginału: ''Bully''
Autor: Penelope Douglas
Tłumaczenie: Marta Czub
Cykl: Fall Away (tom 1)
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: 15 lutego 2017
Liczba stron: 305
Kategoria: Literatura obyczajowa i romans

"Płakałam przez ciebie już niezliczoną ilość razy - uniosłam ku niemu powoli środkowy palec i zapytałam. - Wiesz co to jest?- poklepałam środkowym palcem kąt mego oka. - To ja,ocierająca ostatnią łzę, jaką dostaniesz."

Każdy z nas będąc dzieckiem znajduje sobie wielu znajomych. Niekiedy udaje nam się znaleźć przyjaciela na dłużej. Musimy jednak pamiętać, że jest to wielki dar, bez którego życie stałoby się puste i smutne. I tak też było w przypadku bohaterów tej powieści. Tate i Jared znali się od dzieciństwa. Łączyła ich przyjaźń, byli sobie bliscy, gdzie jeden tam i drugi. Tak było aż do czternastego roku życia. Po powrocie Jareda z wakacji – coś się zmieniło i chociaż z zewnątrz wyglądał tak samo, to dla Tate zdawał się być kimś zupełnie innym. Zaczął traktować Tate jak największego wroga - upokarzał ją przed całą szkołą, poniżał, traktował jak nic wartego śmiecia. I to zupełnie bez żadnego powodu. Robi wszystko, by zamienić życie swej byłej już przyjaciółki w piekło. Im bardziej Tate schodziła mu z drogi, tym bardziej sadystycznie ją prześladował. Wreszcie Tate uciekła na rok do Paryża, gdzie staje się silna i pewna siebie już nie jest przerażoną, zaszczutą dziewczynką. Teraz jest ona w stanie postawić się swojemu oprawcy. Wiedziała, że chodzenie z podniesioną głową nie będzie takie proste. Jared znał jej największe słabości, tajemnice i upodobania. Miał ją w garści. Jednakże myśl o prawdzie i byciu wolnym dodawała jej skrzydeł by walczyć.

Z góry muszę Wam powiedzieć, że tak książka Was pochłonie. Będziecie zarywać noce by dowiedzieć się co się stało. Dzięki tej książce rozumiecie ogrom przyjaźni, jaka może łączyć dwoje ludzi i jakie cierpienie może przynieść strata drugiej osoby. Czytając tą książkę często reagowałam śmiechem, ale były też momenty, że wyciągałam chusteczkę i wycierałam łzy (przez co ludzie w pociągu dziwnie się na mnie gapili). Mimo, iż książka jest bardzo mocno przewidywalna (jak większość książek młodzieżowych), a zwłaszcza jej koniec, to miło śledzi się losy Tate i Jareda. Myślę, że książka ta przypadnie do gustu dużemu gronu odbiorców.

Na koniec chciałabym Wam pokazać mój ulubioną wypowiedz głównej bohaterki tej książki, który mnie poruszył i przyznam się bez bicia, że popłakałam się na nim:

" Lubię burze. Grzmoty, ulewne deszcze, kałuże, mokre buty. Kiedy zaczyna się chmurzyć, ogarnia mnie radosne oczekiwanie. W deszczu wszystko wydaje się piękniejsze. Nie pytaj dlaczego.  Ale mam wtedy wrażenie, jakby otwierały się przede mną zupełnie nowe możliwości. Czułam się jak superbohaterka, kiedy jeździłam rowerem po niebezpiecznie śliskich drogach albo jak zawodnik olimpijski biorący udział w ostrej rywalizacji, żeby tylko dotrzeć do mety. Jako mała dziewczynka nawet w słoneczne dni budziłam się z tym dreszczem emocji. To ty wywoływałeś we mnie to radosne oczekiwanie, podobnie jak symfonia ulewy. Byłeś burzą w pełnym słońcu, błyskawicą na nudnym, bezchmurnym niebie. Pamiętam, że pochłaniałam w pędzie śniadanie, żeby móc jak najszybciej zapukać do twoich drzwi. Bawiliśmy się cały dzień, wracając do domu tylko po to, żeby coś zjeść i się przespać. Bawiliśmy się w chowanego, huśtaliśmy na huśtawce, wspinaliśmy się na drzewa. Przy tobie czułam, że znów mam rodzinę. Bo widzisz, kiedy miałam dziesięć lat, umarła moja mama. Miała raka i straciłam ją, jeszcze zanim zdążyłam ją poznać. Nagle zrobiłam się niepewna, bałam się. To ty sprawiłeś, że moje życie znów wróciło do normalności. Dzięki tobie stałam się odważna i wolna. Tak jakby ta część mnie, która umarła razem z mamą, wróciła z chwilą, kiedy cię poznałam. Przestało boleć. Dopóki wiedziałam, że cię mam, nic nie było w stanie mnie skrzywdzić.  Ale któregoś dnia, zupełnie niespodziewanie, straciłam i ciebie. Znów zaczęłam cierpieć, a widok twojej nienawiści sprawiał, że czułam się chora. Burza zniknęła, a ty stałeś się okrutny. Nic z tego nie rozumiałam. Po prostu zniknąłeś. Serce mi krwawiło. Tęskniłam za tobą. Tęskniłam za mamą.  Ale utrata ciebie wcale nie była najgorsza. Najgorsze było to, że zacząłeś mnie krzywdzić. Twoje słowa i postępowanie sprawiły, że znienawidziłam szkołę. Że czułam się nieswojo we własnym domu. Dalej boli, ale wiem przynajmniej, że to nie moja wina. Mogłabym cię opisać wieloma słowami, ale jedyne, które do ciebie pasuje, bo pokazuje, że jesteś jednocześnie smutny, wściekły, nieszczęśliwy i żałosny, to „tchórz”. Za rok już mnie tu nie będzie, a ty pozostaniesz jedynie nieudacznikiem, którego lata świetności przypadały na szkołę średnią. Byłeś moją nawałnicą, moją chmurą burzową, moim drzewem podczas ulewy. Wszystko to kochałam i kochałam ciebie. Ale teraz? Jesteś pieprzoną suszą. Myślałam, że buraki jeżdżą niemieckimi samochodami, ale okazuje się, że gnoje w mustangach też mogą pozostawiać blizny."

Więcej nie będę mówić, bo zacznę wdawać się w szczegóły i zaspojleruję Wam całą treść :D

niedziela, 28 maja 2017

Bonjour de France vous êtes belle! cz. II [FOTORELACJA]

Bonjour mon cher!
Witam Was w tą piękną niedzielę!
W przerwie między nauką na sprawdzian z języka francuskiego postanowiłam przygotować drugą część fotorelacji z wyjazdu do Francji.
Pod ostatnim postem pojawiło się dużo komentarzy, że chcecie kolejna fotorelację :)
Dlatego mam zamiar częściej wstawiać właśnie takie posty!
A tymczasem zapraszam do oglądania!

Pokrótce:
Data wyjazdu: Tydzień od 2 do 9 kwietnia 2017
Gdzie: Francja: Paryż i Normandia



Fotorelacja z dni: 2-4.04.2017 

Środa 05.04.2017 
8.00 śniadanie 
8.45 wyjazd do Livarot, 52 km, z suchym prowiantem
10.00 zwiedzanie zakładu produkcji serów Graindorge 
11.30 wyjazd w kierunku Coquainvilliers (28km) 
Po drodze piknik 
14.30, zwiedzanie gorzelni Boulard w Coquainvilliers
16.00, wyjazd do i spacer po Deauville (25km) 
Powrót ok. 17.30, do Tourville (44 km) 
19.00, kolacja


















Czwartek 06.04.2017
7.30 śniadanie 
8.00, wyjazd do Mont-Saint Michel (200 km), 
Ok. 11.00, przyjazd do Mont Saint-Michel 
Zwiedzanie opactwa o 11.45 
15.00 powrót (140km) 
17.00, w drodze powrotnej, krótkie zwiedzanie cmentarza żołnierzy polskich poległych w czasie II wojny światowej 
17.30, wyjazd do Tourville (80 km) 
19.00 kolacja na zakończenie pobytu i udział w próbie spektaklu cyrkowego przygotowanego przez uczniów liceum w Tourville (zdjęcia ze spektaklu)













Piątek 07.04.2017 
7.45, śniadanie 
8.15, wyjazd do Epaignes (10km) 
8.30, zwiedzanie zakładu produkcji czekolady « Royale Normande » ze jego dyrektorem i zwiedzanie sklepu 
9.30, wyjazd do Honfleur (38km) 
10.30, zwiedzanie portu i statku « la calypso » 
11.15, spacer po Honfleur 
12.00, Powrót do Tourville (26 km) 
12.45, obiad w Tourville 
14.15, wyjazd od Pont-Audemer 
14.30, zwiedzanie hurtowni win z południa Francji 
16.00, czas wolny w Pont-Audemer 
19.00, kolacja





Sobota 08.04.2017 
7.30, śniadanie 
Sprzątanie pokoi 
8.00 Wyjazd do Polski

Niedziela 09.04.2017
Powrót do Polski ok. godz. 4.00


Podsumowując:
Jak sami widzieliście na zdjęciach, w tym jak i poprzednim poście, Francja jest przepięknym, malowniczym krajem. Pełnym przemiłych ludzi. Gdziekolwiek spojrzysz ludzie mówią sobie "dzień dobry" i uśmiechają się, nie tak jak w naszej smutnej Polsce. Jeśli wahacie się między tym czy pojechać do tego cudnego kraju to szczerze namawiam! Niesamowite przeżycie!

niedziela, 21 maja 2017

"101 dalmatyńczyków" - film [RECENZJA]

Hej kochani!
Dzisiaj kolejny post z recenzją.
Każdy z nas zapewne oglądał bajki Disneya, jednakże nikt z nas nie zdaje sobie sprawy, jak stare są te filmy. Ostatnio postanowiłam obejrzeć adaptację kultowej animacji "101 dalmatyńczyków". I tak oglądam, oglądam i wiecie co? Tak patrzę na jednego z aktorów i mówię do mojej mamy "Patrz mamo, ten aktor przypomina Hugh'a Laurie'go, tylko że tak 20 lat młodszego". I wiecie co? Nie pomyliłam się... To był Hugh Laurie, tylko że 21 lat temu!
Przygotowując się do tej recenzji postanowiłam sprawdzić, kiedy tak na prawdę postała bajka animowana... I teraz ludzie będą się licytować... 25lat temu... 30... 35... Ale nie. W tym roku mija 56lat od postania tej kultowej bajki! Ten czas na serio szybko leci, tylko my się nie starzejemy ;)
To tak słowem wstępu, a teraz zapraszam na recenzję adaptacji bajki "101 dalmatyńczyków".


Akcja filmu jest synonimiczna do bajkowej. Akcja rozgrywa się w Londynie. Jednym z bohaterów jest Roger - samotnik zajmujący się projektowaniem gier komputerowych. Jego jedynym towarzyszem jest uroczy dalmatyńczyk Pongo. Sytuacja ulega zmianie, gdy dzięki Pongo Roger spotyka piękną Anitę - właścicielkę dalmatynki Perdity. Zabawa zaczyna się, gdy dalmatyńczyki Pongo i Perdita, mieszkające w domu swoich właścicieli w Londynie, stają się dumnymi rodzicami piętnastu czarujących szczeniaków. Stanowią oni jedną wielką szczęśliwą rodzinę, aż do czasu gdy niegodziwa Cruella De Vil  (zwana w Polsce jako Cruella DeMon) porywa małe pieski, wraz ze wszystkimi innymi dalmatyńczykami z miasta. Teraz tylko Pongo i Perdita, dzięki tajemnej mocy "wieczornego szczeku" mogą zjednoczyć cały psi ród w niebezpiecznej misji wybawienia maluchów ze szpon demonicznej Cruelli,szefowej domu mody, której celem jest wylansowanie futer z dalmatyńczyków! Starcie Dobra ze Złem pełne jest nieoczekiwanych przygód i rozkosznej gromadki psiaków.

Oczywiście reżyserzy, jak i sami aktorzy, w tamtych czasach, nie byli w stanie dorównać trikom animatorów. Jednakże sam film jest moim zdaniem nie jest fenomenalny, ale całkiem dobry, taki by usiąść z rodziną i spędzić miłe popołudnie.

W filmie można zobaczyć także aktorów znanych współcześnie i rozpoznawalnych, takich jak:
Joely Richardson ("Pamiętniki Wampirów", "Upadli") , Hugh Laurie ("Dr House", "Kraina Jutra") czy Mark Williams ("Harry Potter").






sobota, 6 maja 2017

ZWIERZENIA MIESIĄCA [KWIECIEŃ 2017]

Hej kochani!
Witam Was w kolejny poście z cyklu "zwierzenia miesiąca"!
Widzę po wyświetleniach, że seria bardzo Wam się spodobała, z czego bardzo się cieszę.
Nastał maj, przez co mogę wrzucić podsumowanie ostatniego miesiąca, czyli kwietnia!

Dzisiaj chciałabym powiedzieć mniej o tym, co nowego spróbowałam w tym miesiącu, ale bardziej co odkryłam, a co jest związane z tą kategorią. Otóż gdy byłam we Francji, mój nauczyciel uświadomił nas, że francuska Nutella jest inna niż nasza, polska. Z początku nie wierzyłam mu, stwierdziłam, że ten krem czekoladowy nie różni się zależnie od miejsca, gdzie jest produkowany. Jednakże prawda okazała się nie być po mojej stronie. Nutella produkowana we Francji jest bardziej orzechowa, a polsa Nutella bardziej czekoladowa.
Nową rzeczą, którą spróbowałam będąc we Francji jest ser o nazwie Livarot. Jest to rodzaj francuskiego sera, który jest produkowany z krowiego mleka. Zaliczany do serów podpuszczkowych, miękkich oraz dojrzewających. Ser livarot nie jest serem ostrym, ale za to pikantnym.

Miesiąc kwiecień był dla mnie dość intensywnym miesiącem pod względem nauki, ponieważ musiałam nadrobić dwutygodniowe zaległości związane z moją nieobecnością. Jeden tydzień - związany z chorobą, która się ciągnie aż do teraz. Drugi tydzień - związany z wyjazdem do Francji.
Jednakże udało mi się obejrzeć parę nowych rzeczy. Między innymi film "101 dalmatyńczyków", który jest adaptacją bajki Disneya o tym samym tytule. (Recenzja pojawi się niedługo). Nadrobiłam serial "Riverdale" oraz rozpoczęłam oglądanie serialu "Beauty and the Beast" (o obu także ukaże się recenzja).

W tym miesiącu odbył się także coroczny festiwal muzyki i sztuki o nazwie "COACHELLA''. I przyznam się z całego serca, że jednym z moich największych marzeń jest udanie się na taki festiwal. I chociaż przez cały czas trwania festiwalu siedziałam na YouTube i oglądałam relację na żywo, to nie było to co tam dzieje się naprawdę.

Zagraniczną piosenką, którą katowałam w tym miesiącu jest cover "Ex's & Oh's" w wykonaniu duetu Ashley Tisdale & Vanessa Hudgens. Aktorki grając razem w "HSM" nie miały duetu, chociaż bardzo tego chciały. Fani Ashley prosili by nagrała piosenkę wraz z Vanessą i tak oto na kanale celebrytki pojawiła się ta piosenka. Dziewczyny śpiewają przy akompaniamencie Christophera French'a, męża Tisdale. Piosenka moim zdaniem wyszła genialnie!

Natomiast piosenką w języku polskim, która mnie chwyciła za serce jest cover "City of Stars" z filmu La La Land w wykonaniu Małgorzaty Kozłowskiej i Pawła Izdebskiego. Utwór ten nie tylko jest genialnie wykonany wokalnie, ale także zachwyca aurą jaką stworzyli wykonawcy. Teledysk, bo chyba tak mogę to nazwać, jest przepięknie wykonany. Sami musicie zobaczyć :)


Chociaż nie jestem blogerką fashion, jestem dziewczyną, która uwielbia poświęcić czas na dobry makijaż. Często próbuje nowych produktów i właśnie dzisiaj chciałabym powiedzieć Wam o dwóch genialnych rzeczach.
Pierwsza jest to genialna paleta od Makeup Revolution o nazwie "Fortune Favours the Brave". Zakupiłam ją właśnie w miesiącu kwietniu i od tego czasu się z nią nie rozstaję. Kolorystyka paletki jest wręcz zachwycająca. Pigmentacja cieni dorównuje tym z dużo wyższej półki. Utrzymują się bardzo długo, a przy tym niesamowicie się blendują.
Drugim kosmetykiem, który mnie mile zaskoczył jest profesjonalny utrwalacz makijażu z firmy Hean. Rzadko kiedy udaje nam się znaleźć produkt, który zgadza się w zupełności z opisem producenta, a ten sprej to jeden z takich wyjątków. Będąc na jakiejkolwiek imprezie nie musiałam ani razu poprawiać makijażu. Wszystko trzymało się aż nie wróciłam do domu i nie zaczęłam go zmywać. Uważam, że to taki MUST HAVE dla każdej osoby bawiącej się makijażem!



I jak zawsze na zakończenie zwierzeń miesiąca inspirujące zdjęcia :)
Do zobaczenia w kolejnym poście!