niedziela, 11 czerwca 2017

"Dręczyciel" - Penelope Douglas [RECENZJA KSIĄŻKI]

Hej kochani!
Witam Was w ten piękny niedzielny wieczór!
Jakoś wydostałam się spod tej tony chusteczek higienicznych... (tak, jestem chora)
Wiem, że powinny być dzisiaj zwierzenia jednakże postanowiłam, że połączę je z czerwcowymi, gdyż nie nazbierałam wystarczającej ilości materiału :(
Dzisiaj natomiast chciałabym przedstawić wam książkę, którą całą pochłonęłam w podróży pociągiem, przez co cała podróż zmieniła się w zaledwie kilka chwil.

Tytuł: "Dręczyciel"
Tytuł oryginału: ''Bully''
Autor: Penelope Douglas
Tłumaczenie: Marta Czub
Cykl: Fall Away (tom 1)
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: 15 lutego 2017
Liczba stron: 305
Kategoria: Literatura obyczajowa i romans

"Płakałam przez ciebie już niezliczoną ilość razy - uniosłam ku niemu powoli środkowy palec i zapytałam. - Wiesz co to jest?- poklepałam środkowym palcem kąt mego oka. - To ja,ocierająca ostatnią łzę, jaką dostaniesz."

Każdy z nas będąc dzieckiem znajduje sobie wielu znajomych. Niekiedy udaje nam się znaleźć przyjaciela na dłużej. Musimy jednak pamiętać, że jest to wielki dar, bez którego życie stałoby się puste i smutne. I tak też było w przypadku bohaterów tej powieści. Tate i Jared znali się od dzieciństwa. Łączyła ich przyjaźń, byli sobie bliscy, gdzie jeden tam i drugi. Tak było aż do czternastego roku życia. Po powrocie Jareda z wakacji – coś się zmieniło i chociaż z zewnątrz wyglądał tak samo, to dla Tate zdawał się być kimś zupełnie innym. Zaczął traktować Tate jak największego wroga - upokarzał ją przed całą szkołą, poniżał, traktował jak nic wartego śmiecia. I to zupełnie bez żadnego powodu. Robi wszystko, by zamienić życie swej byłej już przyjaciółki w piekło. Im bardziej Tate schodziła mu z drogi, tym bardziej sadystycznie ją prześladował. Wreszcie Tate uciekła na rok do Paryża, gdzie staje się silna i pewna siebie już nie jest przerażoną, zaszczutą dziewczynką. Teraz jest ona w stanie postawić się swojemu oprawcy. Wiedziała, że chodzenie z podniesioną głową nie będzie takie proste. Jared znał jej największe słabości, tajemnice i upodobania. Miał ją w garści. Jednakże myśl o prawdzie i byciu wolnym dodawała jej skrzydeł by walczyć.

Z góry muszę Wam powiedzieć, że tak książka Was pochłonie. Będziecie zarywać noce by dowiedzieć się co się stało. Dzięki tej książce rozumiecie ogrom przyjaźni, jaka może łączyć dwoje ludzi i jakie cierpienie może przynieść strata drugiej osoby. Czytając tą książkę często reagowałam śmiechem, ale były też momenty, że wyciągałam chusteczkę i wycierałam łzy (przez co ludzie w pociągu dziwnie się na mnie gapili). Mimo, iż książka jest bardzo mocno przewidywalna (jak większość książek młodzieżowych), a zwłaszcza jej koniec, to miło śledzi się losy Tate i Jareda. Myślę, że książka ta przypadnie do gustu dużemu gronu odbiorców.

Na koniec chciałabym Wam pokazać mój ulubioną wypowiedz głównej bohaterki tej książki, który mnie poruszył i przyznam się bez bicia, że popłakałam się na nim:

" Lubię burze. Grzmoty, ulewne deszcze, kałuże, mokre buty. Kiedy zaczyna się chmurzyć, ogarnia mnie radosne oczekiwanie. W deszczu wszystko wydaje się piękniejsze. Nie pytaj dlaczego.  Ale mam wtedy wrażenie, jakby otwierały się przede mną zupełnie nowe możliwości. Czułam się jak superbohaterka, kiedy jeździłam rowerem po niebezpiecznie śliskich drogach albo jak zawodnik olimpijski biorący udział w ostrej rywalizacji, żeby tylko dotrzeć do mety. Jako mała dziewczynka nawet w słoneczne dni budziłam się z tym dreszczem emocji. To ty wywoływałeś we mnie to radosne oczekiwanie, podobnie jak symfonia ulewy. Byłeś burzą w pełnym słońcu, błyskawicą na nudnym, bezchmurnym niebie. Pamiętam, że pochłaniałam w pędzie śniadanie, żeby móc jak najszybciej zapukać do twoich drzwi. Bawiliśmy się cały dzień, wracając do domu tylko po to, żeby coś zjeść i się przespać. Bawiliśmy się w chowanego, huśtaliśmy na huśtawce, wspinaliśmy się na drzewa. Przy tobie czułam, że znów mam rodzinę. Bo widzisz, kiedy miałam dziesięć lat, umarła moja mama. Miała raka i straciłam ją, jeszcze zanim zdążyłam ją poznać. Nagle zrobiłam się niepewna, bałam się. To ty sprawiłeś, że moje życie znów wróciło do normalności. Dzięki tobie stałam się odważna i wolna. Tak jakby ta część mnie, która umarła razem z mamą, wróciła z chwilą, kiedy cię poznałam. Przestało boleć. Dopóki wiedziałam, że cię mam, nic nie było w stanie mnie skrzywdzić.  Ale któregoś dnia, zupełnie niespodziewanie, straciłam i ciebie. Znów zaczęłam cierpieć, a widok twojej nienawiści sprawiał, że czułam się chora. Burza zniknęła, a ty stałeś się okrutny. Nic z tego nie rozumiałam. Po prostu zniknąłeś. Serce mi krwawiło. Tęskniłam za tobą. Tęskniłam za mamą.  Ale utrata ciebie wcale nie była najgorsza. Najgorsze było to, że zacząłeś mnie krzywdzić. Twoje słowa i postępowanie sprawiły, że znienawidziłam szkołę. Że czułam się nieswojo we własnym domu. Dalej boli, ale wiem przynajmniej, że to nie moja wina. Mogłabym cię opisać wieloma słowami, ale jedyne, które do ciebie pasuje, bo pokazuje, że jesteś jednocześnie smutny, wściekły, nieszczęśliwy i żałosny, to „tchórz”. Za rok już mnie tu nie będzie, a ty pozostaniesz jedynie nieudacznikiem, którego lata świetności przypadały na szkołę średnią. Byłeś moją nawałnicą, moją chmurą burzową, moim drzewem podczas ulewy. Wszystko to kochałam i kochałam ciebie. Ale teraz? Jesteś pieprzoną suszą. Myślałam, że buraki jeżdżą niemieckimi samochodami, ale okazuje się, że gnoje w mustangach też mogą pozostawiać blizny."

Więcej nie będę mówić, bo zacznę wdawać się w szczegóły i zaspojleruję Wam całą treść :D

2 komentarze:

  1. Wydaje się być ciekawa! Okładka wygląda cudownie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka wydaje się być ciekawa, albo to twoja recenzja tak wpływa na mój odbiór :D
    Świetnie napisane! Uwielbiam czytać twoje recenzje!

    OdpowiedzUsuń