czwartek, 25 października 2018

Blog 2.0, czyli wielki powrót córki marnotrawnej.



No tak... Co mam powiedzieć? WRÓCIŁAM!!!
To były męczące miesiące... a dokładnie to osiem miesięcy. Ostatni post pojawił się w lutym bieżącego roku, to w sumie dość dawno. Przepraszam Was wszystkich za to, bardzo żałuję i obiecuję poprawę.
Co się działo przez ostatnie miesiące?
Od połowy lutego mocno wzięłam się za naukę do egzaminu dojrzałości... Czytajcie oglądałam seriale, czytałam książki i leżałam do góry brzuchem... Nie no... Żartuję... Trochę czasu spędziłam też ucząc się do tej nieszczęsnej matury i w sumie opłaciło się, bo aktualnie studiuję to co wtedy chciałam, ale to później.
Z początkiem maja nadszedł okropny czas stresu i marudzenia, że za mało czasu było na naukę (teraz z biegiem czasu wiem, że moje lenistwo sprawiło, że straciłam prawie połowę tego czasu na pierdoły, ale no cóż...). Maj nadszedł i szybko poszedł... Szczególnie, że większość egzaminów miałam na samym początku, przez co miałam trochę na ochłonięcie...
Moja przerwa od obowiązków trwała dokładnie... 22 godziny. Następnego dnia po maturze poszłam do pracy, gdzie spędziłam aż cztery miesiące. Był to dość intensywny czas, gdyż w wolnych chwilach czytałam książki i pisałam recenzje, jednakże wszystko co wyszło spod moich palcy okazywało się dla mnie słabe (myślę, że to przez ten brak odpoczynku między maturą a pracą).
W połowie lipca dowiedziałam się, że dostałam się na wszystkie kierunki studiów, na które aplikowałam. Jednakże w głębi duszy poczułam, że w sumie to za bardzo nie chce na nie iść (i chociaż teraz wiem, że pewne osoby z mojego kierunku patrzą na mnie spode łba... tak, tak... na razie zostaje z Wami <3).
Na przełomie sierpnia i września postanowiłam zrobić sobie wolne i pojechałam z przyjaciółką zwiedzić Włochy (nawet miałam napisany o tym post, ale jakoś nie miałam humoru by go dodać... może kiedyś zrobię jakieś wspominki z tego... w zależności czy będziecie chętni).
Cały wrzesień spędziłam na pakowaniu się i przeprowadzce do miasta, w którym od pierwszego października miałam rozpocząć studia. Wtedy pojawiły się też wątpliwości, czy dobrze robię i czy poradzę sobie na tym kierunku. Potem pojawiła się myśl, że okaże się, że nie znajdę sobie na kierunku znajomych (na szczęście okazało się wręcz przeciwnie... KOCHAM WAS <3).
Zaczął się październik, a z nim nauka. Wiecie jak trudno wrócić do regularnego powtarzania materiału (nawet dla biol-chema) po 4 miesiącach wakacji? Pierwsza dwa tygodnie były okropne... Przyznaje szczerze, że codziennie wracałam do mieszkania zapłakana i żałując tego na co się zdecydowałam. W mieszkaniu wydawało mi się pusto, chociaż mieszkam z przyjaciółką (link do bloga) i jeszcze jedną współlokatorką. Bardzo chciałam wracać do domu. Teraz już częściowo się to unormowało.
25 październik. Siedzę na łóżku i piszę ten post... To nie tak, że powinnam uczyć się do kolokwium z fizjologii i powtarzać na jutrzejszą prezentację na temat wpływu wartości odżywczej na kolor owoców i warzyw (na którą notabene jeszcze nic nie zrobiłam)...
Wracając do mojej aktywności na blogu. Mam nadzieję, że zapał mi szybko nie zniknie. Trzymam za to bardzo mocno kciuki. Już jutro jadę w bardzo ciekawe miejsce (może ktoś z fanów seriali wie co to może być....) i o tym właśnie będzie najbliższy post.
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu zagląda i będzie mi bardzo miło jak zostawi po sobie jakiś ślad, na przykład w formie komentarza.
Buziaki i do zobaczenia!


Podobny obraz

3 komentarze:

  1. Gratulacje zdania matury i dostania się na studia :) Życzę samych cudownych chwil w blogowaniu i jak najmniejszych przerw :) Pozdrawiam 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. moje gratulacje :) życzę Ci powodzenia na studiach i w blogosferze :)
    pozdrówki

    OdpowiedzUsuń
  3. Ona żyje!
    haha...
    A tak na serio: Znikasz z internetu na osiem miesięcy. Wracasz. I już masz komentarze. Zazdro.
    :)

    OdpowiedzUsuń